Organizator:

Ludzie motoryzacji: Bogusław Raatz | HERKULES AUTO-TECHNIKA.

Podziel się

Nie miał prawa jazdy ani wiedzy o budowie samochodu, a stworzył jedną z najbardziej rozpoznawalnych marek w zapleczu motoryzacji. Bogusław Raatz, założyciel HERKULES AUTO-TECHNIKA, opowiada o swojej drodze, kryzysach, wartościach i pasji do edukacji.

Panie Bogusławie, skąd wziął się pomysł na założenie firmy HERKULES i czym kierował się Pan, rozpoczynając tę działalność prawie 30 lat temu?

Widzę, że zaczynamy od typowego pytania, ale pozwolę sobie jednak nieco zmienić początek naszej rozmowy, cofając się do czasów, kiedy nie wiedziałem nawet, na czym polegają podstawowe technologie naprawy i diagnostyki pojazdów. Może to wydać się nieco dziwne, a dla niektórych nawet szokujące, ale zaczynając pracę w branży motoryzacyjnej, nie miałem pojęcia, jak zbudowany jest samochód. Nie posiadałem nawet prawa jazdy.

Moimi pasjami były fotografia, film (kręciłem własne filmy na taśmie 8 mm) i muzyka. Zanim zacząłem pracę w dziedzinie, w której „utknąłem” na dobre do dziś, pracowałem w bydgoskim Fotonie – firmie produkującej materiały fotograficzne, błony graficzne do poligrafii oraz papier termoczuły do EKG. Choć nie pracowałem bezpośrednio na produkcji ani w laboratorium, było to miejsce bardzo bliskie moim ówczesnym zainteresowaniom.

W Fotonie zacząłem naukę podstaw projektowania i konstruowania bardzo różnych przyrządów, instalacji i elementów maszyn. To była świetna szkoła, tym bardziej, że miałem tam swojego mentora: niezwykle doświadczonego, mądrego i życzliwego człowieka. Wpływ, jaki wywarł na mnie dr Zenon Ćwik, odczuwam do dziś i nadal jestem mu bardzo wdzięczny za wprowadzenie mnie w arkana nietuzinkowego myślenia o konstrukcji i rozwiązywaniu problemów technicznych.

 Na targach w Katowicach, rok 1991. 

W takim razie jak to się stało, że postanowił Pan pracować właśnie w tej dziedzinie?

Połowa lat osiemdziesiątych to był totalny regres w gospodarce. Chciałem pracować i dawać z siebie jak najwięcej. Bardzo lubiłem swoją pracę. Bywało, że nie mogłem doczekać się kolejnego dnia w biurze projektowym, ale sytuacja była tak kiepska, że mieliśmy coraz mniej zadań. Zostałem nawet upomniany, że „robię zbyt dużo”. To był moment, w którym wiedziałem, że muszę odejść.

Przez przypadek, od innego sfrustrowanego pracownika, dowiedziałem się o firmie, która „naprawia projektory”. Sam proces rekrutacji to gotowy scenariusz na komedię, ale skracając historię: okazało się, że firma nie tylko naprawia, ale przede wszystkim produkuje projektory, tyle że nie filmowe. Trafiłem do firmy Precyzja, producenta urządzeń do geometrii układu jezdnego pojazdów. I tak znalazłem się w branży zaplecza motoryzacji.

W 1993 roku, razem z dwoma kolegami, postanowiliśmy zająć się budową własnej firmy produkującej urządzenia do diagnostyki karoserii samochodowej. Nie spodobało się to ówczesnym władzom firmy i zostaliśmy zwolnieni w trybie natychmiastowym. Tak – z dnia na dzień – z konieczności, a nie z wyboru, usamodzielniliśmy się. Była jesień 1993 roku.

 Zdjęcie z pracownikami, którzy pracują do dziś, rok 1998

 

Jakie wartości i zasady były dla Pana najważniejsze w budowaniu firmy i zespołu przez te wszystkie lata?

Początki były trudne. Zaczynaliśmy dosłownie od zera. Naszym kapitałem były tylko chęci i zdobyte doświadczenie zawodowe. Mimo brutalnego rozstania z dotychczasowym pracodawcą, zdobyliśmy tam wiedzę techniczną i organizacyjną, która w połączeniu z intuicją pozwoliła rozpocząć budowanie firmy HERKULES AUTO-TECHNIKA.

Pamiętam pewną wskazówkę, którą usłyszałem kiedyś: „W firmie najważniejsi są ludzie. Jak będziesz pracował sam, to najwyżej zarobisz na codzienne życie. Musisz budować zespół”. Przyznaję , że okazało się to niezwykle trudne. Dziś jednak mogę powiedzieć, że się udało. Mam grono ludzi dobrze wyszkolonych, w dużym stopniu samodzielnych i zaangażowanych. Dotyczy to nie tylko pracowników etatowych, ale też wielu kooperantów.

Specyfika naszej działalności , to małe serie produkcyjne, ogromna różnorodność i szeroki asortyment, który wymusza specyficzny model współpracy. W relacjach z zespołem wyznaję zasadę, że główną rolą szefa jest zrozumieć predyspozycje człowieka i dopasować do nich zadania. Działania „pod włos” prowadzą zwykle do porażek albo niskiej efektywności. Budowanie zespołu to najtrudniejsza część pracy menedżera niezależnie od tego, czy zarządza się kilkoma osobami, czy kilkuset.

Co było najtrudniejszym momentem w historii HERKULESA, a jaki sukces wspomina Pan z największą satysfakcją?

Było kilka przełomowych momentów. Brutalne zwolnienie z dnia na dzień to jedno z pierwszych trudnych doświadczeń. Później przyszedł kryzys związany ze spadkiem zamówień, zmianami legislacyjnymi dotyczącymi importu samochodów oraz brakiem dywersyfikacji działalności. Trudnym momentem było też odejście ostatniego wspólnika. Zostałem sam i musiałem zajmować się wszystkim.

Przełomem okazało się spotkanie z późniejszym głównym kooperantem z Niemiec, który zaproponował rozwój w nieco innym kierunku, ale nadal w obszarze wyposażenia serwisów blacharskich. Tak rozpoczęła się era importu i wprowadzania na rynek nowoczesnych technologii blacharskich oraz intensywnych szkoleń dla blacharzy, likwidatorów szkód i rzeczoznawców.

Kolejny przełom to powrót do własnych produktów, czyli system HERKULES TRUCK dla serwisów pojazdów użytkowych. Dziś produkujemy jedne z najnowocześniejszych na świecie urządzeń do napraw konstrukcji ram i kabin pojazdów, sprzedawane m.in. w Polsce, Malezji, Włoszech, Hiszpanii, Norwegii, Słowacji i Indiach. Ostatnim największym sukcesem, będącym zwieńczeniem wieloletniej pracy, było podpisanie umowy o ścisłej współpracy z aktualnym światowym liderem w produkcji wyposażenia serwisów blacharsko-lakierniczych, włoską firmą SPANESI.

Jak zmieniła się branża i jak HERKULES odpowiada na te zmiany?

Paradoksalnie gwałtowne zmiany na ryku działają na naszą korzyść. Mamy bardzo sprawny zespół fachowców i potrafimy szybko reagować na nowe technologie. Zawsze jesteśmy wśród pionierów ich wdrażania. Naszą siłą jest poziom techniczny zespołu i kompetencje szkoleniowe. Klienci coraz bardziej doceniają fakt, że nowoczesne urządzenia muszą iść w parze ze szkoleniem i wdrożeniem technologicznym.

Skąd silna aktywność edukacyjna?

Mam w sobie pasję do edukacji. Praca z dorosłymi fachowcami, ludźmi świadomymi i wymagającymi, daje ogromną satysfakcję. Napisałem kilka książek technicznych z zakresu blacharstwa i lakiernictwa, założyłem magazyn branżowy KAROSERIA, którego jestem redaktorem naczelnym. W ubiegłym roku minęło 10 lat od wydania pierwszego numeru.

Jak łączą się w Panu świat artystyczny i techniczny?

Technika zawsze mnie interesowała, a praca projektowa stała się naturalnym przedłużeniem moich pasji twórczych. Dziś działalność artystyczna jest dla mnie odskocznią od pracy zawodowej. Bardziej szanuję czas prywatny. Mam też inne pasje – modelarstwo kolejowe, tenis, muzykę, literaturę. To wszystko się uzupełnia.

Najważniejsze wartości w relacjach z ludźmi?

Lojalność, chęć rozwoju, inicjatywa, umiejętność pracy zespołowej. I jedna rzecz bardzo ważna: nie toleruję donosicielstwa. To zasada niepodlegająca negocjacjom.

Co powiedziałby Pan sobie sprzed lat?

„Wszystko zrobiłeś źle” (śmiech). Serio. Działaliśmy jak niewidomi we mgle. Nie było mentorów, nie było wzorców. Ale nie poddałem się. I to zapisuję po stronie plusów.

 Zespół firmy HERKULES obecnie. 

Plany i marzenia?

Myślałem kiedyś raczej o sprzedaży firmy niż sukcesji rodzinnej. Tymczasem wszystkie moje dzieci pracują dziś w HERKULESIE. Wygląda na to, że to one będą kontynuować działalność. Ja nie trzymam się kurczowo stołka, ale też nigdzie się jeszcze nie wybieram. Nagrywam muzykę, piszę beletrystykę i jeśli zdrowie pozwoli chcę po prostu jak najdłużej dobrze się bawić życiem. Chciałbym jeszcze powrócić do regularnych wyjazdów w ukochane Bieszczady.

 

I tego serdecznie Panu życzymy.